O Rasie

Pochodzenie

Zdrowie

Żywienie

Psychika

 Szkolenie

Hodowla

Szczenięta

Pielęgnacja

Wystawy

Statystyka

Biblioteka

Ranking

Galeria

Kynologia

Prawo

Pobieralnia

S.O.S

Rozmaitości

Linkownia

 

Dysplazja stawu biodrowego - syndrom strusia?

 

W każdej rasie (i czarny terier rosyjski nie stanowi tu żadnego wyjątku) jej zdrowotność wzbudza szerokie zainteresowanie. Hodowcy, właściciele i potencjalni nabywcy szczeniąt koncentrują swoją uwagę m.in. na różnych schorzeniach, które w danej rasie występują częściej, niż u innych. Jednym z takich schorzeń, któremu poświęca się wiele uwagi, jest dysplazja stawu biodrowego. Tak się składa, że jest to choroba, która może zagrażać nawet 200 rasom (jak na 339 ras aktualnie uznanych przez FCI) liczba ta daje wiele do myślenia... Przy takiej częstotliwości występowania tej choroby, nie dziwi też fakt, iż naukowcy koncentrują swoją uwagę głównie na niej. Kolejne dekady przynosiły liczne opracowania, odkrycia i informacje, które miały pomóc lepiej poznać mechanizmy odpowiadające za powstawanie i ujawnianie się tego schorzenia w psiej populacji. Niestety, mimo upływu 80 lat od rozpoczęcia badań nad tą chorobą, nadal nie udało się w pełni poznać istoty tej choroby. Promowane i wdrażane w hodowlę psa rasowego coraz to nowsze programy hodowlane też nie przyniosły spektakularnych efektów i jak psy chorowały na dysplazję stawów biodrowych, tak chorują nadal. W niektórych rasach nawet 50% populacji cierpi z powodu następstw tej choroby.

 

Starsze opracowania naukowe traktują jedynie o genetycznym podłożu tej choroby... wraz z upływem lat naukowcy dochodzą jednak do wniosku, że oprócz genetyki znaczący wkład, może nie tyle w samo powstawanie, ale z pewnością na kliniczne ujawnianie się tej choroby ma również szeroko pojęte środowisko (predyspozycje rasowe, odchów szczenięcia, aktywność ruchowa, żywienie, pielęgnacja itp.). Na przestrzeni lat naukowcy tocząc ze sobą w tej kwestii liczne spory i otwierając kolejne polemiki w końcu doszli do pewnych kompromisów. Z pewnością dysplazja stawu biodrowego jest chorobą dziedziczną, zależną od genów, które jak do tej pory nie zostały zidentyfikowane. Ponadto swój udział w rozwoju i ujawnianiu się schorzenia ma również środowisko. Wieloletnie obserwacje pozwalają przyjąć, iż odziedziczalność dysplazji określa się na jakieś 70%, a pozostałe 30% przypisuje się środowisku zewnętrznemu. Ponadto większość naukowców zgadza się ze stwierdzeniem, iż skojarzenie dwóch osobników całkowicie wolnych od schorzenia nie daje, co prawda gwarancji na uzyskanie 100% potomstwa wolnego od dysplazji, ale wielokrotnie zwiększa szansę na  to, że otrzymany % szczeniąt wolnych od tej choroby będzie w takim skojarzeniu większy. M. Redlicki w artykule "O dysplazji czyli genetyka ilościowa" opublikowanym w czasopiśmie "Przyjaciel Pies" nr 9/09/2007 napisał: "(...) W dyskusjach o dysplazji i możliwościach jej zwalczania ścierają się dwa odmienne stanowiska. Zwolennicy jednego uważają, że dysplazja jest w znacznym stopniu uwarunkowana genetycznie. Jeśli tak, to możliwe jest osiągnięcie poprawy w obrębie rasy, gdy stosować się będzie selekcję - im ostrzejszą, tym szybciej nastąpi poprawa. W myśl najbardziej skrajnych koncepcji, gdyby eliminować z hodowli wszystkie psy dysplastyczne, bez względu na stopień dysplazji, to już po kilku pokoleniach problem przestałby istnieć. Jak już wiemy, takie postępowanie nie jest możliwe (nawet gdyby miało być skuteczne), bo dramatycznie zmniejszyłoby pulę genową rasy. Przeciwny punkt widzenia podkreśla rolę czynników środowiskowych w rozwoju dysplazji. W okresie wzrostu staw biodrowy jest strukturą delikatną, ciągle zmieniającą się, wrażliwą na wpływy środowiska. (...) Małe wilki w okresie wzrostu pozostają na diecie mięsnej; psy domowe dostają karmy z dużą zawartością minerałów, co powoduje, że kości rosną szybciej niż mięśnie i ścięgna. Do tego dojść może nadwaga, brak ruchu lub nadmierne forsowanie rosnącego psa. Szczenięta odchowywane są na gładkich, śliskich powierzchniach, jak linoleum czy płytki ceramiczne. Wszystko to może powodować zmiany w rozwijającym się stawie, niezależnie od genetycznych predyspozycji. (...)."

 

 

Dla 44 ras - zgodnie z wymogami Regulaminu Hodowli Psa Rasowego ZKwP - istnieją dodatkowe kryteria dopuszczające przedstawicieli danej rasy do hodowli, a mianowicie kwalifikacja na podstawie zdjęcia RTG i oceny radiologicznej stanu stawów biodrowych. W zależności od rasy do hodowli dopuszczane są zwierzęta, które uzyskają wynik "A", "B" lub "C" (przy założeniu, że osobnik z wynikiem "C" może być kojarzony z partnerem posiadającym wynik prześwietlenia "A"). Opierając się jedynie na obowiązku prześwietlenia ras ujętych w stosownym załączniku do Regulaminu Hodowli Psów Rasowych w Polsce ZKwP nie można kategorycznie stwierdzić, iż dysplazja to problem, jakieś konkretnej rasy lub - o zgrozo - tylko tych ras i skoro hoduję czarne teriery rosyjskie - rasę - nie ujętą w spisie - to mnie ten problem nie dotyczy. Trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że niektóre rasy np. te zaliczane do ras dużych i olbrzymich, o pewnym typie budowy, specyficznym sposobie szybkiego rozwoju kośćca i zwiększania masy ciała oraz posiadające określone pochodzenie, czyli takie jak np. czarny terier rosyjski, są do niej bardziej predysponowane.

 

Jak już to zostało naukowo udowodnione, z pokolenia na pokolenie, schorzenie to przekazywane jest przez geny, które do dnia dzisiejszego nie zostały dokładnie poznane. Geny, które nie wzięły się też z znikąd i zostały wielu rasom już na samym początku drogi ich kształtowania przekazane niemal w formie "posagu" przez protoplastów tychże ras. I niestety, czy nam się to podoba czy też nie, to musimy sobie uświadomić, że czarne teriery rosyjskie po swoich przodkach takie "wiano" również odziedziczyły. Zatem każdy kto zdecyduje się na hodowlę czarnego teriera rosyjskiego powinien przyjąć do wiadomości, że wcześniej czy później, będzie musiał temu zagrożeniu stawić czoła.

 

Współcześnie trudno znaleźć hodowcę CTR-a, który nie słyszałby o prześwietleniach i wykluczaniu z hodowli psów z dysplazją. Działania te w swym głównym zamierzeniu mają przede wszystkim prowadzić do ograniczania występowania i eliminowania z populacji naszej rasy tej choroby. Tymczasem sprawa nie jest już wcale taka prosta i dodatkowo komplikują ją niejednorodne warunki dopuszczania i kwalifikacji do hodowli osobników naszej rasy w różnych krajach będących członkami FCI, bądź też z tą organizacją współpracujących. I tak np. w Niemczech, Szwecji, Czechach czy Finlandii obowiązkiem prześwietlenia są objęte wszystkie osobniki przed ostatecznym dopuszczeniem ich do hodowli. Tylko, że już na samym początku dyskusji na ten temat rodzi się pewne "ale"....

 

W Niemczech do hodowli dopuszczane są tylko zwierzęta z wynikami (wg niemieckiej skali oceny zdjęcia RTG stawów biodrowych) "A₁", "A₂", "B₁" i "B₂", a hodowca może dodatkowo w swojej hodowli wykorzystać reproduktora zagranicznego pod warunkiem, że jest on zbadany na dysplazję stawów biodrowych i jest wolny od tego schorzenia. Z kolei w Szwecji do hodowli dopuszczone są zwierzęta z wynikami prześwietleń "A" i "B", a przy kryciach zagranicznych hodowca szwedzki może wykorzystać reproduktora z wynikiem nie gorszym, niż "B₂". Dla odmiany nieco bardziej liberalne warunki kwalifikacji do hodowli panują w Finlandii i Czechach. W jednym i drugim kraju automatycznie z hodowli wykluczane są zwierzęta posiadające najcięższy stopień dysplazji tj. jedno lub obustronne "E". O wdrożeniu do hodowli zwierząt posiadających wynik "A", "B", "C",  a nawet "D" decyduje ostatecznie hodowca, aczkolwiek kluby ras w obydwu krajach rekomendują i zachęcają do wykorzystywania w hodowli zwierząt wolnych od dysplazji tj. posiadających wynik "A", "B" i ewentualnie z lekką dysplazją tj. z wynikiem "C". Klub czeski KCHPRCT narzuca również, by przy wykorzystaniu zwierząt ze słabszymi wynikami tj. "C" lub "D" suma otrzymanego wyniku każdego stawu obydwojga rodziców podzielona przez 4 nie przekraczała liczby 2. Jak widać tylko na podstawie tych przykładów kryteria decydujące o dopuszczeniu zwierząt podlegających obowiązkowemu badaniu w kierunku określenia dysplazji stawu biodrowego do hodowli są nadzwyczaj różne... Przy okazji dodamy, iż Finlandia i Szwecja dysponują bardzo ciekawymi danymi dotyczącymi m.in. prześwietleń na dysplazję psów/suk danych ras, zestawieniami miotów, udziałami procentowymi potomków zwierząt zbadanych na dysplazję oraz wieloma innymi danymi, które są regularnie publikowane w bazach hodowlanych nadzorowanych przez Związki Kynologiczne tychże krajów (TUTAJ i  TUTAJ). Naszym zdaniem tak zgromadzone informacje są doskonałym źródłem wiedzy umożliwiającej hodowcom podjęcie stosownych kroków w planowaniu skojarzeń we własnych hodowlach. Idealnie pasują tu słowa B. Stell, która w artykule "Problem dysplazji stawów biodrowych w hodowli owczarka podhalańskiego" opublikowanym w czasopiśmie ZKwP Pies nr 2 (328)/ 2008 napisała: "(...) Zdarza się przecież, że sam pies może być wolny od dysplazji, ale jego potomstwo z różnymi sukami okazywało się w dużym stopniu dysplastyczne. Możliwa jest również sytuacja odwrotna - dysplastyczny rodzic, a potomstwo przeważnie zdrowe. W kwestii dysplazji wyniki potomstwa wydają się więc bardziej istotne, niż wynik konkretnego osobnika rodzicielskiego (...)". Niestety, kraje, które wprowadziły wymóg badania na HD w naszej rasie są w mniejszości, a spora grupa krajów - w tym nie ma co ukrywać - również kraje wyznaczające trendy w hodowli naszej rasy tj. Rosja, Ukraina, Polska czy USA w ogóle nie przewiduje dla naszej rasy obowiązku prześwietleń, a te które są wykonywane zawdzięczamy jedynie indywidualnemu zaangażowaniu hodowców i właścicieli reproduktorów. No i tu rodzi się kolejne "ale"....

 

W większości przypadków do publicznej wiadomości podawane są tylko "dobre wyniki" (i Polska pod tym względem wcale nie należy do wyjątków). W odróżnieniu od np. Finlandii - u nas odpowiedni (czytaj dosłownie: "poprawnie polityczny") wynik prześwietlenia na dysplazję to: "A" lub "B". W praktyce, to niemal "być albo nie być" danego osobnika. Jeśli hodowcy i/lub właścicielowi reproduktora dopisze szczęście, to wynik ten błyskawicznie dotrze do zainteresowanych, ale jeśli nie będzie on zbyt pomyślny, to z reguły zwierzę takie niemal "po angielsku" całkowicie znika z wystaw i nie jest eksponowane w hodowli, albo (a i owszem) nadal jest prezentowane na wystawach (szczególnie, jeśli odnosiło wcześniej sukcesy), jednak do hodowli nie wchodzi, a  w statystykach danej hodowli figuruje, jako egzemplarz nieprześwietlony. Są też tacy, którzy stosują pewne "tricki marketingowe" i zamiast podawać stopień oceny zdjęcia RTG swojego podopiecznego, informują jedynie, iż dane zwierzę posiada HD "niehodowlane". Być może z ich punktu widzenia taki "wybieg" wygląda reklamowo "lepiej", bo przecież "niehodowlany" może mieć wiele definicji i to nie to samo, co przyznanie się do rezultatu "C", "D" lub "E". Niestety, dla zainteresowanych tematem tak naprawdę taka informacja nie ma żadnej wartości, a dla bardziej wścibskich, pozostawia jedynie szerokie pole do spekulacji i różnych interpretacji... W zasadzie w tym miejscu należałoby sobie zadać pytanie: dlaczego tak się dzieje? No cóż, na taki stan rzeczy wpływ ma kilka istotnych faktów... Co jakiś czas spokojne życie kynologiczne burzone jest wybuchającymi z siłą wulkanicznego popiołu dyskusjami poruszającymi problematykę chorób stawów - w tym szczególnie dysplazji stawów biodrowych. Niestety, większość tych polemik kończy się pytaniami, bez odpowiedzi i w zasadzie prowadzi jedynie do "odbijania piłeczki". W efekcie brać kynologiczna zamiast jednoczyć się, jeszcze bardziej akcentuje podziały, a niektóre personalne antypatie nabierają szczególnych rumieńców. Swego czasu burzliwa debata na ten temat rozgorzała również w polskim środowisku hodowców i właścicieli czarnych terierów rosyjskich. I jak nie trudno się domyślić, że bardziej przypominała ona "polowanie na czarownice", niż popartą rozsądkiem i merytorycznymi argumentami dyskusję, co w efekcie sprawiło, iż zapanowała swojego rodzaju psychoza, a przyznanie się do posiadania egzemplarza z wynikiem prześwietlenia poniżej "B" graniczyło z cudem i odbierane było, jako akt heroicznej odwagi... Jak to zwykle bywa w życiu, tak i w przypadku hodowli naszej rasy, taka nagonka miała swoje dobre i złe strony... Z pewnością wzrosła świadomość hodowlana, która m.in. zaowocowała zwiększoną liczbą wykonywanych prześwietleń w kierunku określenia HD przed ostatecznym wykorzystaniem egzemplarzy hodowlanych naszej rasy w hodowli, a edukacja przyszłych właścicieli CTR-ów oraz rynek zbytu szczeniąt i tak z czasem wymogły na "mniej zdecydowanych" wykonywanie takich badań, bo bez nich zwyczajnie sprzedaż szczeniąt stała się utrudniona, a reproduktory nie posiadające badań,  przestały cieszyć się zainteresowaniem. Wydawałoby się, że cel został osiągnięty i temat można zamknąć... Niestety, podział oraz brak współpracy w środowisku hodowlanym sprawił, iż hodowcy oraz właściciele reproduktorów poszli niemal trzema różnymi drogami... I to jest właśnie ta gorsza strona całej tej medialnej nagonki...

 

Pierwsza grupa hodowców i właścicieli reproduktorów, to prawdziwi ortodoksi. Osoby takie upatrując całe hodowlane "zło" tylko i wyłącznie w dysplazji stawów biodrowych przyjęli za punkt honoru robienie badań na HD i praktycznie akceptują oni tylko wyniki "A" (czasami "B"), które jednocześnie są jedynym kryterium doboru partnerów w ich programach hodowlanych (o ile w ogóle w takim przypadku można o nim mówić). Dodatkowo osoby te zainicjowały istny maraton we wzajemnym prześciganiu się w statystykach i procentowych wyliczeniach, kompletnie przy tym wszystkim zapominając, iż CTR, to nie tylko stawy biodrowe, ale również inne choroby i schorzenia, które trzeba umieć prawidłowo eliminować i ograniczać, a także eksterier, charakter, temperament, wkład genetyczny i wiele innych detali, które razem zebrane i mądrze wyważone decydują o tym, iż dany egzemplarz, nie tylko wpisuje się w ramy standardu rasy, ale przede wszystkim wyróżnia się swoją klasą, wartością i niepowtarzalnością...

 

Dla kontrastu są również tacy hodowcy i właściciele reproduktorów, którzy bardziej zajmują się udokumentowanym rozmnażaniem, niż przemyślanym hodowaniem rasy, a chęć zysku przekładają ponad jej dobro. Osoby takie bardzo często mają całkowicie lekceważący stosunek do wszystkiego, co wychodzi poza granice określone w Regulaminie Hodowli Psów Rasowych ZKwP. Nie zadają więc sobie trudu i nie tracą pieniążków na dodatkowe badania swoich zwierząt, ale za to chętnie sięgają po takie egzemplarze planując krycia w swoich hodowlach... Obdarzone są również niebywałym darem konfabulowania i manipulowania informacjami, a wersję wydarzeń idealnie dostosowują do sytuacji im odpowiadającej... W efekcie wprowadzają do hodowli zwierzęta, nie tylko o przeciętnym eksterierze, ale niestety często też i wątpliwym stanie zdrowia...

 

No i na koniec mamy też taką grupę hodowców i właścicieli reproduktorów, którzy stoją w niejakim "rozkroku". Są to osoby, które jak najbardziej posiadają pełną świadomość hodowlaną. Wiedzą, że na każdy egzemplarz trzeba patrzeć, jak na rozsypane puzzle i tylko umiejętne ułożenie wszystkich elementów w jedną całość może im zapewnić sukces. Dlatego też dbają o każdy szczegół tej układanki i również prześwietlają pod kątem HD posiadane przez siebie zwierzęta. Niestety, panująca powszechna niechęć do tego tematu oraz "polityka hodowlana" niektórych hodowców zmierzająca do dyskredytowania konkurencji, doprowadziła do tego, że osoby te w obawie przed represjami i w sytuacji, gdy muszą się realnie zmierzyć z rzeczywistością i gorszymi wynikami prześwietleń na HD swoich podopiecznych, czasami podejmują całkiem irracjonalne decyzje przyjmując nieco "postawę strusia"...  Oto, jak ją interpretuje C.A. Sharp w swoim artykule opublikowanym w 1994 roku w kwartalniku genetycznym Double Helix Network News - ''The Ostrich Syndrome'': "(...) Zgodnie ze znanym wszystkim przesłaniem, zaniepokojony i pozbawiony możliwości ucieczki struś schowa głowę w piasek. Niestety przybieranie podobnej postawy dotyczy hodowców wielu ras, którzy zachowują się podobnie wobec prawdopodobieństwa lub faktu występowania choroby dziedzicznej u zwierząt pochodzących z ich hodowli.... Hodowca chowa głowę w piasek i myśli, że skoro sam czegoś "nie widzi", inni też tego nie zauważą .... A skoro on sam o czymś "nie wie" to nie może to jemu zaszkodzić - zdaje się myśleć. (...) Wyobraźcie sobie tę groteskową postawę hodowcy, który się "ukrył" i uważa się za bezpiecznego, gdy nagle mimo woli ta "persona non grata", jednak kąsa go po zadku (...). Hodowcy z zespołem strusia nie są z natury ludźmi ze złymi intencjami mającymi na celu niszczenia danej rasy. Najczęściej są to przerażeni ludzie wizją czegoś, co nie do końca rozumieją, co w ich mniemaniu zagraża ich psom. Negacja w sprawach nie do ogarnięcia jest normalną ludzką reakcją. Daje nam nieco wytchnienia i czasu na zebranie wewnętrznych myśli i stawieniu czoła nieprzyjemnej rzeczywistości. Jednak wielokrotnie syndrom strusia nie pozwala postawić kroku na przód, po początkowym stanie negacji (...)".

 

Jeśli chcielibyśmy te trzy grupy hodowców i właścicieli reproduktorów ze sobą zestawić, to w rzeczywistości otrzymalibyśmy niezły koktajl o wybuchowych właściwościach... Wciąż ścierające się i nie współpracujące ze sobą przeciwieństwa, uniemożliwiające poruszenie jakiegokolwiek "drażliwego", aczkolwiek ważnego dla przyszłości rasy i kierunku rozwoju hodowli tematu, ponieważ dyskusja bardzo szybko byłaby zamieniana w ciąg wzajemnych przepychanek, przeplatanych oczernianiem lub w ramach załagodzenia sprawy, byłaby po prostu kompletnie bagatelizowana...

 

Teoretycznie rzecz ujmując, hodowcy i właściciele reproduktorów powinni być niczym generałowie na wojnie. Plany hodowlane można bowiem z powodzeniem przyrównać do skomplikowanych operacji wojskowych - czym lepiej ułożone i przemyślane, tym łatwiej jest osiągnąć zamierzony cel, pozostawiając po drodze jak najmniej strat... Niestety, by jakakolwiek misja miała szansę powodzenia, potrzebna jest wzajemna współpraca i dobra wola całego środowiska - w przeciwnym wypadku możemy mieć jedynie do czynienia z osamotnionymi kamikadze, którym mimo iż przyświecał określony cel, to okupiony on był szybką i brutalną śmiercią...

 

Racjonalna i nowoczesna hodowla wymaga umiejętnego podejścia i wyważenia wszystkich składowych mogących przyczynić się do poprawy i ulepszania pogłowia hodowlanego naszej rasy. Cały proces selekcji i poprawiania danej populacji (również pod kątem zdrowotności), nie powinien się sprowadzać do jedynie słusznego odgórnego zakazywania i wykluczania, napiętnowania osobników z gorszymi wynikami, ale raczej winien prowadzić do otwartego dyskutowania o danym problemie oraz mądrego i świadomego decydowania czy ten konkretny egzemplarz może wejść do hodowli i w jaki sposób będzie ewentualnie w niej wykorzystany.

 

Wolność i swoboda wyboru jest naturalnie bardzo ważna i wg obowiązujących przepisów Regulaminu Hodowli Psa Rasowego w ZKwP praktycznie po spełnieniu minimum tj. uzyskaniu kwalifikacji do hodowli (przypomnijmy: do hodowli w rasie CTR kwalifikowane są osobniki, które uzyskają trzy oceny doskonałe (w przypadku samców) lub trzy oceny doskonałe i/lub bardzo dobre (w przypadku suk) od dwóch różnych sędziów na co najmniej jednej wystawie międzynarodowej lub klubowej i na dwóch wystawach krajowych, po ukończeniu przez nie 15-tu miesięcy) każdy może mieć taką wizję hodowli i rasy jaką chce. Nie mniej jednak w tym całym hodowlanym pędzie nie powinniśmy zapominać o tym, jaki podstawowy cel hodowania psów rasowych powinien przyświecać każdemu hodowcy. Popadanie ze skrajności w skrajność nie jest dobrym rozwiązaniem, a w prawdziwej hodowli psa rasowego nie ma miejsca dla ortodoksów, udokumentowanych rozmnażaczy czy też strusi chowających głowy w piasek...

 

Naturalnie zdajemy sobie sprawę z faktu, że każdy hodowca i właściciel reproduktora, którego wynik prześwietlenia na dysplazję będzie poniżej oczekiwanego, ale wciąż akceptowany w hodowli, stoi przed trudnym wyborem i zanim ostatecznie wprowadzi, bądź też nie, takie zwierzę do hodowli, to musi sam sobie udzielić odpowiedzi na kilka ważnych pytań, wśród których dwa kluczowe to: czy wykluczenie zwierzęcia z lekką dysplazją z hodowli zawsze jest dla dobra rasy? A może istnieją takie sytuacje, że będzie to ze szkodą dla niej? Naturalnie odpowiedź na te pytania, nie jest już ani łatwa, ani prosta, bo wymaga właśnie indywidualnego rozpatrzenia przypadku dotyczącego danego egzemplarza. W tym miejscu warto wziąć pod uwagę słowa M.B. Willisa z jego "Poradnika dla hodowców psów - Genetyka w praktyce": "(...) Jeśli dysplazja jest czyjąś obsesją, powinien on hodować wyścigowe greyhoundy. (...) Osiągnięcie dobrych stawów powinno być jednym z celów hodowli, ale z pewnością nie celem jedynym (...)".  Bardzo trafnie zawarł swoje spostrzeżenia na ten temat również M. Redlicki w artykule "O dysplazji czyli genetyka ilościowa" opublikowanym w czasopiśmie "Przyjaciel Pies" nr 9/09/2007: "(...) Pierwszy kompleksowy system selekcji wprowadzono w Szwecji (1959) (...) i Niemczech Zachodnich (1967), najpierw dla owczarków niemieckich, potem też dla innych, liczniejszych ras. Początkowo wydawało się, że selekcja jest skuteczna (choć nie we wszystkich krajach: w zależności od ostrości przyjętych kryteriów), ale po czterdziestu latach można już powiedzieć, że skutek jest znacznie mniejszy od oczekiwanego (...)".  Równie interesująco dr I. Billinghurst w swoim artykule: "Bone and joint disease in young dogs - are we barking up the wrong tree?" napisał: "(...) Z drugiej strony powinniśmy zadać sobie pytanie: Co nam da wyeliminowanie psów z tymi schorzeniami z programów hodowlanych? Jak pokazało doświadczenie i przeszłość - całkowite usunięcie tych genów jest w zasadzie niemożliwe. Być może dlatego, że jak dotąd nikt tych genów nie zidentyfikował i nie zadał jasno postawionego pytania: Jakie właściwie geny staramy się wyeliminować? A jeśli nie wiemy, o które geny chodzi - to jaką szansę mamy na ich rzeczywiste wyeliminowanie? A nawet jeśli udałoby się je usunąć, to czy nie pociągnęłoby to za sobą eliminacji tych cech, które właściwie planowaliśmy zachować? Geny kodują białka, a białka pełnią różnorodne funkcje w ciele ssaków. Eliminacja danego genu może wyeliminować cechę, którą chcemy zatrzymać! W praktyce oznacza to, że moglibyśmy wylać "dziecko z kąpielą" (...)". Całość artykułu: TUTAJ. Zaś dr wet. J. Siembieda w artykule opublikowanym w kwartalniku Klubu Rasy Owczarek Niemiecki jesień/zima 1996 - "Dysplazja stawów biodrowych - ile genetyki, a ile zaniedbań właściciela psa" napisał: "(...) Badania nad dziedzicznością dysplazji wykazały, że jest ona chorobą poligeniczną, a liczba genów warunkujących jej powstanie nie jest określona. (...) Skoro przyjęto, że dysplazja uwarunkowana jest przynajmniej częściowo genetycznie, to logicznym tego skutkiem było podjęcie selekcji hodowlanej, która miałaby doprowadzić do wyeliminowania tej wady w poszczególnych rasach. Po raz pierwszy próba ta została podjęta w znanym ośrodku hodowli psów policyjnych i wojskowych w Szwecji (...). Stopniowe badania w kierunku dysplazji, jako warunku zakwalifikowania do hodowli wprowadzone były i w innych krajach, zawsze najpierw dla owczarków niemieckich. A co ze skutecznością selekcji? Pierwsze dane były nadzwyczaj optymistyczne. W ówczesnej NRD, gdzie selekcja była bardzo rygorystyczna podawano, że u owczarków niemieckich w latach 1968-1975 liczba psów z ciężką dysplazją zmalała z 13 do 2%, a wolnych od dysplazji wzrosła z 56 do 88%. Inne wyniki były jednak nieco skromniejsze. Tak na przykład zachodnioniemiecki Klub Hovowarta, po przeprowadzeniu w 1965 r. zasady, że przynajmniej jedno z rodziców musi być wolne od dysplazji, uzyskał (do roku 1972) zmniejszenie liczby przypadków średniej i ciężkiej dysplazji z 26 do 16%. W Szwajcarii, mimo że Klub Owczarka Niemieckiego dopuszczał do hodowli tylko psy wolne od dysplazji i z wynikiem "podejrzane", to rezultaty tej polityki hodowlanej nie były imponujące. W okresie od 1965 do 1973 uzyskano spadek liczby psów o średniej i ciężkiej dysplazji z 43 do 30%. Piętnastoletnie obserwacje w Szwecji doprowadziły autorów do wniosku, że istotną poprawę uzyskano tylko pod jednym warunkiem - zmniejszenia się liczby psów dotkniętych dysplazją w stopniu najcięższym (...)".

 

Biorąc pod uwagę sytuację naszej rasy, a szczególnie chcąc uczulić wszystkich na elastyczność tego tematu i cienkie granice, nie sposób w tym miejscu, nie odnieść się do znanego i wielokrotnie przytaczanego przykładu niemieckiej hodowli czarnego teriera rosyjskiego. Hodowla czarnego teriera rosyjskiego w Niemczech od samego początku prowadzona była z wymogami prześwietlania egzemplarzy naszej rasy pod kątem HD. Na początku do hodowli dopuszczono osobniki posiadające wyniki "A₁", "A₂", "B₁" i "B₂" oraz "C₁" i "C₂" (przy założeniu, że osobnik taki może być kojarzony tylko i wyłącznie z osobnikiem posiadającym wynik "A₁" lub "A₂"), a po kilkunastu latach wykluczono z hodowli także osobniki z wynikami "C₁" i "C₂". Populacja rasy stanowiąca podstawowy fundament pod własne linie hodowlane opierała się jedynie na kilkudziesięciu importowanych sztukach, z czego ze względu na słabe wyniki prześwietleń HD do hodowli zostało dopuszczonych zdecydowanie mniej. Na dokładkę nakaz wykonywania obowiązkowych badań na HD został wprowadzony wówczas, gdy dostęp do jakiejkolwiek puli genetycznej spoza kraju był bardzo utrudniony, a prześwietlone egzemplarze w krajach ościennych można było liczyć na placach. W rezultacie hodowcy niemieccy, którzy chcieli hodować, a jednocześnie musieli stosować się do wymogów swojego regulaminu hodowlanego, siłą rzeczy ograniczyli się praktycznie tylko do aktywnego wykorzystania materiału genetycznego dostępnego na swoim terenie. Rzeczywiście, gdy pokazały się pierwsze statystyki dotyczące występowania dysplazji stawów biodrowych w niemieckiej populacji czarnego teriera rosyjskiego okazało się, że obostrzenia doprowadziły do wzrostu procentu zwierząt wolnych od dysplazji, ale jednocześnie w wyniku drastycznego zawężenia puli genowej hodowla niemiecka wyhodowała niemal własną odmianę czarnego teriera rosyjskiego, i to był już bardzo duży problem, z którym na przestrzeni kolejnych lat hodowla niemiecka musiała się zmierzyć... Wspomina o tym, chociażby E. Łapina na łamach miesięcznika Tchiorny Terier nr 1/99 w artykule "Czarny Terier w Niemczech": "(...) Niestety sporo widzianych Czarnych Terierów Rosyjskich prezentuje mierny poziom. Praktycznie wszystkie egzemplarze są niedostatecznie rosłe i masywne z nieco płaskimi żebrami oraz niedostatecznie szorstką i grubą sierścią, z długimi i wąskimi lędźwiami, nisko osadzonymi ogonami, krótkimi głowami (...)".  A jak sytuacja w rasie na terenie Niemiec wygląda dzisiaj? Współcześnie wyraźnie widać, że niemieccy hodowcy starają się usilnie nadrobić to, co przed laty zostało utracone. Dziś trudno znaleźć wiodącą hodowlę, która nie korzystałaby z puli genowej osobników spoza granic Niemiec - w tym szczególnie z kraju pochodzenia rasy - Rosji - ale również z Polski, Włoch, Ukrainy, Litwy, a nawet USA. Naturalnie, nadal w przypadku wyboru reproduktora do krycia, jednym z decydujących czynników jest posiadanie przez niego badania w kierunku HD o gradacji "A" lub "B", ale warto podkreślić, że wielu hodowców chcąc racjonalnie rozszerzyć bazę genetyczną, decyduje się na import zwierząt lub wykorzystanie w hodowli prześwietlonych reproduktorów, którzy są pierwszym pokoleniem reprezentującym swoje drzewo rodowodowe pod kątem badań HD, a sprowadzanie czy też wykorzystywanie reproduktorów, w których rodowodach można znaleźć przodków z wynikami "C", a nawet "D" nie stanowi dziś niezdrowej sensacji.

 

Przytoczyliśmy powyższy przykład po to, by ukazać, jak wątła jest granica pomiędzy skrajnościami i jak bardzo hodowli psa rasowego w rasach, gdzie dysplazja stawów biodrowych występuje, a nie jest objęta programem odgórnych badań narzuconych przez ZKwP, potrzebne jest racjonalne podejście do tematu. Jeszcze raz podkreślimy, że zarówno zawężanie się jedynie do wyników "A", jak i bagatelizowanie sprawy poprzez dopuszczanie do hodowli zwierząt nieprześwietlonych, oraz "wybiórcze" podawanie informacji i chowanie głowy w piasek, działa na szkodę hodowli psa rasowego.

 

Czy jest jeszcze nadzieja na poprawę sytuacji? Oczywiście idealistyczna wizja to stan, w który mielibyśmy tak dużo czarnych terierów rosyjskich, z tak bardzo różnych (czytaj niespokrewnionych) linii hodowlanych, że moglibyśmy sobie pozwolić na wprowadzenie obowiązku ich prześwietlania w kierunku HD i dopuszczalibyśmy do rozrodu tylko osobniki z wynikiem "A", co przy rozległej puli genetycznej nie stanowiłoby zagrożenia dla rozwoju rasy. Niestety, rzeczywistość jest zgoła inna i trzeba wybrać jakieś "mniejsze zło". Ale z drugiej strony, żeby móc dokonywać jakichkolwiek wyborów trzeba od czegoś zacząć. Ktoś powiedział: "tylko głupcy uczą się na własnych błędach". Więc jak uczyć się na cudzych? Naszym zdaniem milowym krokiem na przód byłoby świadome prowadzenie doboru hodowlanego opierającego się na osobnikach posiadających obowiązkowy wynik prześwietlenia w kierunku HD, bez odgórnego ograniczania, poza oczywistym wykluczeniem z hodowli przypadków najcięższej formy dysplazji tj. "E". Nie mniej ważne jest również opanowanie umiejętności otwartego mówienia o problemie i wliczenie tego schorzenia w ryzyko hodowlane, bez popadania ze skrajności w skrajność. Przy obopólnej akceptacji takiego stanu rzeczy zarówno przeciwnicy prześwietleń, jak i ortodoksyjni miłośnicy wyników "A", a także hodowcy z "syndromem strusia" i wszyscy inni niezdecydowani mogliby w końcu znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia, która w efekcie długoterminowym mogłaby odczarować temat dysplazji z niewygodnego na coś oczywistego. Istniałaby wówczas realna szansa pozwalająca uciąć niepotrzebne spekulacje i domysły, bo badanie na HD byłoby w powszechnym użyciu, bo jak pokazał czas... nie warto powielać schematy restrykcyjnych zakazów, bez wcześniej odpowiednio przygotowanego podłoża. I nie sposób również, nie zgodzić się ze słowami dr wet. J. Siembiedy z artykułu opublikowanego w Kwartalniku Klubu Rasy Owczarek Niemiecki jesień/zima 1996 - "Dysplazja stawów biodrowych - ile genetyki, a ile zaniedbań właściciela psa", w którym napisał: "(...) Wracając do skuteczności selekcji to wydaje się, że jest ona skuteczna tylko do pewnego stopnia. W pierwszym okresie po wprowadzeniu potrafi zmniejszyć się częstość występowania, zwłaszcza ciężkich przypadków. Jednak po osiągnięciu pewnej poprawy dalszy postęp jest, jeśli nie niemożliwy, to w każdym razie bardzo powolny. Trudno więc spodziewać się, że dysplazja zostanie wyeliminowana. Co z tego wszystkiego wynika dla przeciętnego hodowcy? Z pewnością byłoby nierozsądne hodowanie z rodziców ze stwierdzoną ewidentną dysplazją. Istnieje wówczas spore ryzyko, że u szczeniąt rozwinąć się może ciężka dysplazja, która przysparza psu cierpień, nowym właścicielom zmartwień. Z drugiej strony nie można oczekiwać, że wykorzystywanie w hodowli zwierząt wolnych od dysplazji daje absolutną gwarancję, że szczenięta będą zdrowe. (...)".

 

Spójrzmy, jaką obecnie mamy sytuację w rasie CTR w naszym kraju? Średnia z ostatnich 9 lat (dane własne z lat 2009-2017) pokazuje, że każdego roku na świat przychodzi około 28 miotów małych czernyszy. Jeśli przyjmiemy, że w każdym miocie rodzi się co najmniej 6 szczeniąt (średnia statystyczna dla suk ras dużych i olbrzymich), to polska populacja CTR-a każdego roku powiększa się przynajmniej o 168 szczeniąt (w praktyce liczba urodzonych szczeniąt w poszczególnych latach w okresie od 2009 do 2017 wg naszych danych nie była mniejsza, niż 100 i nie przekroczyła 200 sztuk). Z tej liczby zaledwie tylko kilka do kilkunastu egzemplarzy każdego roku trafia na ringi wystawowe, co średnio stanowi jakieś 10% wszystkich urodzonych w danym roku szczeniąt. W zasadzie około 95% z tych trafiających na ringi sztuk bez problemu uzyskuje uprawnienia hodowlane. Jeśli zatem napiszemy, że zwierząt hodowlanych w naszej rasie mamy dostatek, to w zasadzie nie skłamiemy... Jednak, hodowla psów rasowych, to nie tylko czysta matematyka... Owszem, każdego roku do grona reproduktorów i suk hodowlanych dołączają w Polsce kolejne egzemplarze, jednak w realnej hodowli tylko kilka sztuk zostanie faktycznie wykorzystane. Dlaczego? Każdy hodowca (przynajmniej w teorii) posiada swój własny plan hodowlany i tak dobiera pary, aby skojarzenia dawały szczenięta o określonych i pożądanych oraz preferowanych przez hodowcę cechach. Stąd też nie trudno się domyślić, że bardzo często w hodowli jedne linie i reproduktory cieszą się większym wzięciem, a drugie mniejszym... Jeśli jakiś reproduktor na przestrzeni kilku lat kryje więcej, niż inne, to oczywiste jest również to, że w ciągu następnych lat uprawnienia hodowlane będą zdobywali jego synowie i córki. O ile jeszcze wartościowe córki takiego reproduktora z dużym prawdopodobieństwem zostaną wdrożone do hodowli, bo hodowca dla dobrego skojarzenia będzie gotowy sięgnąć po zagranicznego reproduktora, tak już jego synowie ze względu na dość zawężone linie hodowlane, mają na to nikłe szanse i bardzo często umierają bezpotomnie... W tym miejscu powinniśmy sobie zadać pytanie, czy w takiej sytuacji możemy sobie pozwolić na dodatkowe uszczuplanie puli genetycznej poprzez dyskryminację i wykluczanie z hodowli wszystkich eksterierowo i charakterologicznie wartościowych egzemplarzy, których wynik badania na HD wynosi "C"? Z drugiej strony możemy też zadać sobie pytanie, czy przy tak chętnym i nagminnym wykorzystywaniu często jednych i tych samych reproduktorów możemy przyzwolić na świadome promowanie i wprowadzanie do hodowli zwierząt, które nie posiadają badań w kierunku HD, co przy ich dużej popularności i niewiedzy może zakończyć się "sianiem wadliwych genów"? Słusznie zauważyła B. Stell w artykule "Problem dysplazji stawów biodrowych w hodowli owczarka podhalańskiego" opublikowanym w czasopiśmie ZKwP Pies nr 2 (328)/2008, iż: "(...) W hodowli psów wydaje mi się lepsza najgorsza prawda, niż niewiedza. Bo wtedy można jej nadać jakiś logiczny kierunek, a nie błądzić po omacku. W przypadku dysplazji sprawa jest i tak szczególnie trudna, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie - dlaczego występuje?. (...)"

 

W zasadzie takie obopólne zaakceptowanie powinności prześwietlania wszystkich CTR-ów w Polsce, przed finalnym ich dopuszczeniem do hodowli, to byłoby ukoronowanie tego, co i tak w dużym stopniu już ma miejsce w naszej rasie. Posiłkując się zebranymi na przestrzeni lat 2009-2017 danymi możemy śmiało napisać, iż zdecydowana większość hodowców i właścicieli reproduktorów wprowadza do hodowli tylko zwierzęta prześwietlone w kierunku HD (patrz poniższa tabela). Świadomość hodowlana, bądź też i nie wykluczone, w wielu przypadkach wymagania nabywców, a więc sam rynek zbytu, wymusił na hodowcach takie dobieranie par, by obydwoje rodzice posiadali badanie w kierunku HD. Skoro zatem hodowcy badają swoje suki i preferują reproduktory z wynikami badań na HD, to i właściciele reproduktorów także takie badania u swoich samców wykonują, a każdego roku liczba miotów po obu zbadanych na HD rodzicach wzrasta.

 

poszczególne lata

obydwoje rodzice zbadani w kierunku HD

 tylko ojciec miotu zbadany w kierunku HD

 tylko matka miotu zbadana w kierunku HD

obydwoje rodzice niezbadani w kierunku HD

ilość miotów

2009

10

11

1

4

2010

16

11

0

5

2011

19

4

0

5

2012

21

5

0

1

2013

18

5

0

2

2014

29

3

0

0

2014

29

3

0

0

2015

28

0

0

2

2016

24

2

0

0

2017

25

1

0

0

 

Zapewne wszyscy zastanawiają się po co ten artykuł i do czego w naszych rozważaniach zmierzamy? Odpowiedź jest bardzo prosta. Otóż, jak już wspomnieliśmy na wstępnie, temat dysplazji wzbudza skrajne reakcje, dzieląc środowisko na zwolenników, przeciwników, jak i osoby, które i by chciały, i nie mają śmiałości głośno o tym mówić. Ponadto wszelkie animozje rodzą naprawdę niepotrzebne dyskusje, które toczą się najczęściej w kuluarach wystawowych i na różnorakich forach oraz społecznościowych portalach, przyklejając do hodowlanego środowiska niezbyt ładną etykietę. Warto pamiętać, że tym wszystkim słownym przepychankom przyglądają się osoby postronne - najczęściej przyszli nabywcy szczeniąt z naszych hodowli. Wielokrotnie ludzie o podstawowej wiedzy kynologiczno-hodowlanej, którzy wyrabiają sobie opinię na dany temat poprzez pryzmat wypowiedzi samych hodowców... Jeśli zatem w środowisku hodowców coś jest napiętnowane, złe, be, niedobre, otoczone złowróżbną aurą i traktowane na zasadzie danych "tajne przez poufne", to nie ma co się dziwić, że tacy ludzie stając się w końcu posiadaczami przedstawicieli naszej rasy, często ze zwykłej ciekawości lub tylko dla "świętego spokoju" w końcu decydują się na wykonanie badania HD swojemu zwierzęciu, choć tak naprawdę do końca sami nie mają pewności czemu ta wiedza ma służyć i czy w ogóle jest im do szczęścia potrzebna. Dla tych osób, których zwierzęta otrzymały dobry rezultat sprawa badań i dywagacji na ten temat zostaje praktycznie zakończona. Natomiast wielu osobom, które dowiedziały się, iż u ich zwierzęcia rezultat prześwietlenia wskazuje na dysplazję stawów biodrowych, nagle w głowach zapala się czerwone światełko... I w zasadzie w z zależności od posiadanej wiedzy, przekonań oraz wsparcia i rad hodowcy, albo godzą się z wynikiem i "łykają tę pigułkę" otwarcie mówiąc o rezultacie, albo popadają w panikę i w imię źle pojętej "dobroci" postanawiają przemilczeć sprawę prześwietlenia swojego zwierzęcia, usprawiedliwiając się w duchu, że przecież nie wprowadzą go do hodowli, to nikomu taka wiedza nie będzie do niczego potrzebna... W taki oto sposób sporo wyników trafia na dno mało używanych szuflad, a hodowcy i właściciele reproduktorów nieświadomi tego, co tak naprawdę drzemie w ich podopiecznych, bez punktu odniesienia, korzystając jedynie ze szczątkowej wiedzy, poruszają się, jak ociemniali po ruchliwej ulicy i podejmują kolejne decyzje hodowlane jedynie na tzw. "intuicję". Są też i tacy właściciele, którzy w akcie całkowitej rozpaczy wytaczają wszystkie będące w ich zasięgu działa i prowadzą indywidualną, medialną krucjatę skierowaną przeciwko własnemu hodowcy albo całemu środowisku, i dodatkowo jeszcze zaogniają temat...  A wszystko to dlatego, że nie ma jednego, wspólnego stanowiska wobec problematyki tego schorzenia, a sami hodowcy nie potrafią rzetelnie współpracować oraz przekazywać w sposób fachowy wiedzy na ten temat. Dodatkowo nieskoordynowane działania poszczególnych grup hodowców prowadzą właśnie do tego, że w hodowlanym środowisku rodzą się niepotrzebne spekulacje, podejrzenia i dywagacje, a do każdego niezbadanego na HD osobnika od razu przykleja się stosowną "etykietę".  Ekstremiści z kolei "piętnują" tych hodowców, którzy do swoich programów hodowlanych włączają również zwierzęta z wynikiem "C" i nie ma dla nich znaczenia, iż w danej hodowli panuje jasność i przejrzystość, bo wyniki są publikowane, a dobrowolnemu prześwietleniu są poddawane wszystkie osobniki należące do hodowcy...

 

Reasumując: prześwietlanie i świadome kojarzenie oraz wykorzystywanie w hodowli psów i suk z wynikami "A", "B", lub "C" jest złe i kojarzenie niezbadanych też jest złe... Czy z takiej patowej sytuacji można jeszcze znaleźć dobre wyjście? Idealnie w odpowiedź wpisują się słowa C.A. Sharp napisane w artykule opublikowanym w 1994 roku w "Double Helix Network News" - "The Ostrich Syndrome'' w odniesieniu do owczarków australijskich, ale jak uniwersalnych: "(...) Powinniśmy wyciągnąć głowy z piasku, przestać zaprzeczać i obwiniać się, a stawić czoła faktom. Choroby genetyczne występują w tej rasie, tak samo jak we wszystkich innych rasach. Ogólnie rzecz biorąc rasa ma całkiem niezłe notowania, ale to wszystko do czasu. Zapewne każdy z was słyszał o rasach tak mocno obciążonych danym schorzeniem, że stała się ona przypadłością rasową charakterystyczną dla danej rasy. Przecież nie chcemy, żeby to samo stało się z naszą rasą (...)".

 

Zgodnie z zaleceniami C.A. Sharp i naukowymi doniesieniami mówiącymi o tym, iż dysplazja może być dziedziczona nawet do XIV pokolenia wstecz oraz zwarzywszy na staż naszej rasy, jej dziedzictwo genowe i obecnie prowadzone linie hodowlane pierwszym krokiem w długoterminowej kuracji powinno być wyciągnięcie głowy z piasku i podjęcie spokojnej, merytorycznej i rzeczowej dyskusji na ten temat. Proponujemy każdemu zainteresowanemu, by odpowiedział sobie na podstawowe pytania:

  • Czy stojąc u progu tego problemu i ograniczając się tylko do wyników "poprawnych politycznie" uzdrowimy rasę?

  • Czy poddając losowym prześwietleniom tylko wybrane zwierzęta hodowlane mamy realną kontrolę nad tym schorzeniem?

  • Czy sami podając wybiórczo wyniki swoich zwierząt mamy prawo oceniać postępowanie innych?

I w końcu:

  • Czy chcielibyśmy, by ktoś odgórnie za nas zadecydował, co dla naszej rasy jest dobre i słuszne?

Chyba przyszedł najwyższy czas, aby odczarować magiczne słowo "dysplazja" i zakończyć nagonki, szkalowania i wytykanie palcami tych, którzy jasno, nie tylko informują o słabszych wynikach tj. "D" i "E", ale również w sposób klarowny i uzasadniony prowadzą programy hodowlane uwzględniające w hodowli zwierzęta z wynikami "A", "B" i "C". Może na ten moment warto zacząć od rutynowego prześwietlania zwierząt i idąc przykładem Finlandii traktować wynik HD, jako bardzo ważną informację o konkretnym zwierzęciu i linii hodowlanej, a zrezygnować jedynie z rozmnażania "ciężkich przypadków", zaś ostateczne "być albo nie być" w hodowli cennego egzemplarza z mniej zadowalającym rezultatem pozostawić do oceny i ostatecznej decyzji samego hodowcy? Zdajemy sobie sprawę, że w przypadku dysplazji temat jest niechciany, zawiły, a granice bardzo cienkie. Jednak patrząc z długoterminowej perspektywy metoda "małych kroczków" wydaje się najrozsądniejszym posunięciem... A może panaceum na całe zło byłaby też szeroka akcja informacyjna, współpraca między hodowcami, narzucenie samemu sobie wyższych standardów, prześwietlanie i kojarzenie na początek osobników o udokumentowanym HD, co w dłuższej perspektywie dałoby możliwość uzyskania IV-V pokoleniowego rodowodu zwierząt prześwietlonych w kierunku HD? Z kolei wgląd do tak otrzymanych wyników prześwietleń potomków danych zwierząt i zestawienie ich w jedną całość naszkicowałoby obraz pozwalający na dokonywanie świadomych eliminacji tych zwierząt, które faktycznie (a nie ze względu na wynik HD wbity w rodowód) przekazują to schorzenie. Czy uważacie, że są to zbyt rewolucyjne poglądy, których przy odrobinie chęci każdy hodowca i/lub właściciel reproduktora nie mógłby urzeczywistnić?

 

Szanowni Czytelnicy: hodowcy, właściciele reproduktorów oraz przyszli nabywcy szczeniąt naszej rasy. Oddajemy pod rozwagę i indywidualne osądzenie powyższej kwestii. Mamy jeszcze czas, by poprowadzić hodowlę wg zasad odpowiadających - nam - miłośnikom czarnego teriera rosyjskiego. Nie czekajmy, aż wcześniej czy później znajdzie się ktoś całkowicie postronny, bez elementarnej wiedzy o rasie, "wielki racjonalizator" z obowiązkowymi nakazami i zakazami, który odgórnie narzuci nam wytyczne, które akurat w naszej rasie mogą przynieść więcej szkód, niż pożytku...

 

Opracowała Redakcja Portalu "Świat Czarnego Teriera"

 

w tekście wykorzystano fragmenty:

- M. Redlicki "O dysplazji czyli genetyka ilościowa" "Przyjaciel Pies" nr 9/09/2007;

- B. Stell "Problem dysplazji stawów biodrowych w hodowli owczarka podhalańskiego" Pies nr 2 (328)/ 2008;

- C.A. Sharp ''The Ostrich Syndrome'' Double Helix Network News 1994;

- M.B. Willis "Poradnik dla hodowców psów - Genetyka w praktyce" PWRiL 1999;

- dr I. Billinghurst "Bone and joint disease in young dogs - are we barking up the wrong tree?";

- dr wet. J. Siembieda "Dysplazja stawów biodrowych - ile genetyki, a ile zaniedbań właściciela psa"  kwartalnik Klubu Rasy Owczarek Niemiecki jesień/zima 1996;

- E. Łapina "Czarny Terier w Niemczech" Tchiorny Terier nr 1/99.

 

 

Copyright by Świat Czarnego Teriera. All Rights Reserved.

Kopiowanie ze strony zdjęć, grafiki, treści i innej zawartości Portalu Świata Czarnego Teriera, bez zgody właściciela jest zabronione.

Projekt i wykonanie Narodziny Gwiazdy

Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024 x 768